Pierwszy dzień szkoły. Mama obudziła mnie rano, zjadłam śniadanie i wyszłam do szkoły. Była piękna pogoda. Niebo bezchmurne, słońce dopiero wstawało, ale już zapowiadał się słoneczny dzień. Szłam powoli, napawając się tym widokiem. Moje nogi niosły mnie w zupełnie innym kierunku niż do szkoły. Wszystkie sklepy i kawiarenki były o tej porze jeszcze zamknięte, więc poszłam do parku. Siadłam na pierwszej wolnej ławce. Wokół było pełno ludzi w moim wieku. Siedzieli na ławkach, plotkowali, śmiali się, czytali lub tak jak ja po prostu siedzieli. Robiło się coraz cieplej. Położyłam się i zamknęłam oczy. Nie wiem, jak długo tak leżałam, ale gdy ponownie otworzyłam oczy słońce było już w zenicie. Postanowiłam, że pójdę do mojej ulubionej herbaciarni – Aromatico. Po drodze minęłam parę osób z mojej klasy. Rzucali mi pytające spojrzenia, a kiedy minęli, szeptali do swoich towarzyszy.
Ja, wzorowa uczennica, zawsze pomocna, teraz na wagarach. To było kompletnie do mnie niepodobne. Ale cóż. Człowiek się zmienia. Każdy potrzebuje od czasy, do czasu jakiejś odskoczni od rzeczywistości.
Stanęłam przed drzwiami kawiarenki. Był to malutki, różowy budynek z wielkim szyldem nad drzwiami. Weszłam do środka. W pomieszczeniu było duszo, od razu można było wyczuć zapach herbaty. Siadłam przy ostatnim stoliku, obok okna.
Już po chwili stanęłam przy mnie pani Basia – właścicielka herbaciarni.
- Co dla ciebie kotku? – Uśmiechnęła się do mnie poczciwie.
- Poproszę zieloną herbatę i karpatkę. – Kobieta zanotowała to na małej, białej kartce, po raz kolejny uśmiechnęła się do mnie i odeszła. Odprowadziłam ją wzrokiem. Siedziałam przez chwilę w milczeniu, tępo wpatrując się w jedną dziewczynę. Miała kruczoczarne włosy, które opadały jej na ramiona. Niebieskie, wesoły oczy, mały noc oraz nieduże usta. Miałam dziwne wrażenie, że skąd się znałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Moją uwagę przykuły jej ręce. Po wewnętrznej stronie było pełno blizn, głównie na przegubach oraz w zgięciu łokcia.
- Pewnie się tnie. –Przeszło mi przez myśl. – Ciekawe dlaczego ludzie to robią. Dla mnie jest to dziwne, zamiast pójść do psychologa to się ranią. No, ale nie siedzę w umyślę takiego człowieka, więc nie wiem jak to jest. Z zamyślenia wyrwał mnie głos pani Basi:
- Proszę kotku, to twoje zamówienia. – Właścicielka postawiła przede mną białą filiżankę w różowe wzory oraz talerzyk z ciastkiem. – Razem będzie dziesięć złotych.
Poszperałam chwilę w kieszeniach jeansów i wyjęłam zmięty banknot. Wypiłam herbatę, zjadłam i wyszłam. Postanowiłam, że pójdę już do domu. Przede mną szła nieznajoma mi dziewczyna z jakimś chłopakiem. Szeptali coś do siebie, mimo ogólnego hałasu jaki panował na ulicy, usłyszałam strzępki rozmowy.
-… nie mam już na nią pieniędzy. – Dziewczyna energicznie gestykulowała rękoma.
- To może obrabuj aptekę, tam na pewno mają tego mnóstwo. – Zimny dreszcz przeszedł przez moje ciało. Podeszłam jeszcze bliżej.
- Zwariowałeś?! Muszę jakoś sama ją zdobyć. – Ich rozmowa coraz bardziej mnie intrygowała.
- Magda, jak chcesz, ale ja ci mówię, że ten napad to najlepsza sprawa. – Magda? Coś mi zaczęło świtać.
- Weź się zamknij. Żałuję, że ci powiedziałam. – Chłopak tylko wzruszył ramionami. Skręcili w boczną uliczkę, a ja poszłam dalej, zastanawiając się skąd znam tę dziewczynę

4 komentarze:
Super! Tak trzymać! :D
świetnie piszesz ; ) nie poddawaj się ; ) Genialny blog ; )
zapraszam na bloga mojej przyjaciółki, bo swojego jeszcze nie mam ; )
http://the-friendship-important-thing-is.blogspot.com/
Ciekawie piszesz. Ogólnie bardzo podoba mi się twój blog, więc będę stałym obserwatorem. Pozdrawiam :))
geeeeeeenialne! <3
kocham takie "opwoiadania"
czekam na dalszą część..
Będę stałym obserwatorem, liczę na to samo.
stille7.blogspot.com
Prześlij komentarz