niedziela, 5 lutego 2012

Kłótnia

- Skarbie, już jesteś? Co tak szybko? – Mama wyjrzała z kuchni uśmiechając się promiennie. Ręce wyciera w kraciastą szmatkę.
- Tak wyszło. Drętwo było i nie chciałam tam siedzieć. – Nie miałam zamiaru mówić mamie prawdy. Właściwie, to co miałabym jej powiedzieć? „ Przyszłam, bo Emilia zaprosiła mnie do siebie tylko po to, żeby się ze mnie ponabijać.” Po co miałabym ją dodatkowo denerwować? Musiało to nie zabrzmieć dość przekonywająco, bo mama uniosła tylko sceptycznie brwi, ale gestem ręki odesłała mnie do pokoju.
- Alicja, chodź do mnie, natychmiast!
- Już idę tato… - Powłuczając nogami skierowałam się do pokoju rodziców. Było to największe pomieszczenie w domu, ale swoimi nie większe niż spiżarni w domu Emilii. Podłoga wyłożona była żółtym lenteksem, ścianę pokrywała biała farba. Obok okna stał stary telewizor, a naprzeciwko niego znajdowało się łóżko. W samym kącie mieściła się szafa.
- Piłaś? – Spodziewałam się takiego pytania. Miałam tylko nadzieję, że tata nie będzie mi kazał tego udowadniać. 
- Oczywiście, że nie. – Wbiłam wzrok w  podłogę. Czułam spojrzenie ojca na sobie.
- Podejdź tutaj. – Posłusznie zrobiłam to co kazała. Stanęłam obok łóżka. – Pochyl się tutaj nade mną i chuchnij. – Wiedziałam, że to koniec. Tata dowie się, że piłam i nigdzie już nie wyjdę. Po co ja to zrobiłam? Po ostatniej imprezie obiecałam sobie, że więcej się nie napiję… Moje słowo nie było niczego warte. Rzucone na wiatr, nikło w tysiącu innym wypowiedzianych w ten sam sposób. – Piłaś – powiedział do bardziej do siebie, niż do mnie. – Kłamałaś mi w tutaj w żywe oczy. Ty… ty pijaczko! Ja ci z matką pozwalam chodzić na jakieś imprezki, a ty tylko chlasz?! Jak mogłaś? Zawiodłaś mnie i to bardzo!
- Tato, ale to był tylko jeden kieliszek, naprawdę.
- Jeden?! Pół wódki wypiłaś, a nie jeden kieliszek, smarkulo! – Poczułam mocne uderzenie w policzek. Ojciec jeszcze nigdy nie posunął się do uderzenia mnie w twarzy. Owszem, jak byłam mała to zdarzało się, że dał mi klapsa, ale nigdy nie uderzył po twarzy.
- Jak mogłeś?!
- Jak ja mogłem? Jak ty mogłaś się napić! Dobrze wiesz, że tego nie pochwalam! Od małego ci powtarzam, że butelka to pierwszy krok do zamieszkania na ulicy.
- Może chcę mieszkać na ulicy! Ona i tak nie różniłaby się bardziej od tej rudery!
- Jak śmiesz po tym wszystkim nam to wypominać?! Jakby nie to mieszkanie, nie wiem, co by się z nami stało. Pod mostem byśmy spali.
- Nie umiesz nawet zapracować na mnie i na mamę… - Nie zdążyłam dokończyć, gdy ojciec po raz kolejny wymierzył cios w moją stronę. Ten był tak silny, że zwalił mnie z nóg. Upadłam na podłogę, zahaczając włosami o kant łóżka. Poczułam ból z tyłu głowy, kiedy dotknęłam tego miejsca, aż syknęłam z bólu. Na palcach miałam krew. Ojciec wpatrywał się we mnie. Jego twarz nie wyrażała żadnego uczucia. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Idź do swojego pokoju. – Jego głos brzmiał obco, jakby to nie był on. Nadal siedziałam na podłodze wpatrując się w niego z pogardą. – Nie słyszałeś co powiedziałem? – cedził każde słowo.
- Słyszałam. – Podźwignęłam się na nogi i wyszłam. Przy drzwiach zobaczyłam mamę. Obrzuciłam ją nienawistnym spojrzeniem i weszłam do swojego pokoju. Nie przyszła mi pomóc, wesprzeć mnie, tylko stała tam i podsłuchiwała! Z hukiem zatrząsnęłam drzwi i siadłam na łóżku. Cała się w sobie gotowałam, nie mogłam uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Zrzuciłam wazon, który stał na biurku. Rozbił się, ale żadnego ukojenia mi to nie przyniosło. Miałam chęć zdemolować cały swój pokój zaczynając od tego pieprzonego komputera. Jakbym nie poszła na tą imprezę nic, by się nie wydarzyło. Nie miałabym rozciętej głowy, rodzicie nie straciliby do mnie zaufania. Dlaczego ja tego nie przewidziałam? Przecież to jasne, że Emilia zaprosiła mnie do siebie, tylko po to żeby zrobić sobie ze mnie żarty. Nie sądziłam, że ona jest, aż tak podła. Znałam ją już trzy lata, ale tak jeszcze nigdy nie zachowała się w ten sposób wobec mnie. I jeszcze Dominik. Nie został w pokoju, tylko poszedł z resztą. Zostawił mnie. 


5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Fajnee . :D:*

Birdy pisze...

Bardzo fajnie napisane. Cóż, powiem szczerze - ojca ma... beznadziejnego, żeby nie mówić gorzej. Nie wiem jak mógł ją tak zbić i jeszcze nic sobie z tego nie robić. Powodzenia w dalszym pisaniu :). Będę wpadać i przeczytam poprzednie posty.

Anonimowy pisze...

heh myśli o Dominiku jak moja postać Marcyśka i Janku. Sama też piszę książkę ale teraz zajmuję się blogiem:D

Never too late. pisze...

okropny ojciec . fajnie piszesz, jestem ciekawa dalszego ciągu . obserwuję i zapraszam do siebie;)

Anonimowy pisze...

super! masz talent dziewczyno! :D