środa, 1 lutego 2012

Kartka


Ostatni miesiąc wakacji powoli dobiegał końca. Przede mną trzeci rok nauki w gimnazjum. Siedziałam przed małym, starym komputerem w swoim pokoju. W całym pomieszczeniu panował bałagan. Z szafy wystawały ubrania, jedna szuflada leżała na podłodze wraz z pościelą. Przez otwarte okno do pokoju wpadały ciepłe promienie słońca. Wiatr delikatnie owiewał moją twarz, przynosząc ukojenie. Przez uchylone drzwi  do środka wszedł Tofik, mrucząc cicho.
- Hej, przyjdziesz jutro do mnie na imprezę? –  Na ekranie monitora wyskoczyła mi wiadomość od Emilii. Nie zastanawiałam się długo nad odpowiedzią.
- Hej, no jasne, a na którą mam przyjść?
- Na dwudziestą. Wiesz gdzie mieszkam?
- Tak, okk, to do zobaczenia.
- Pa.
***
- Wychodzę, będę nad ranem. – Zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się na zachód. Widziałam coraz to okazalsze domy.  Skręciłam jeszcze raz w prawo i znalazłam się przed domem Emilii. Trawnik starannie skoszony, ogród zadbany. W oknach białe firanki, a w garażu najnowszy model BMW. Energicznym krokiem ruszyłam  do drzwi i nacisnęłam dzwonek.
- Fajnie, że już jesteś – dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, po czym chwyciła mnie za rękę i wprowadziła do środka. W pokoju było już dużo osób. – Napijesz się czegoś? – Jeszcze nie zapomniałam ostatniej przygody z alkoholem. Czułam się jakbym miała w sobie dwie osoba. Jedna mnie namawiała, a druga prosiła, żebym tego nie robiła. – Tak, chętnie.
- Może być szampan?
- Tak, jasne. –Wzięłam od niej lampkę i wypiłam odrobinę.
- Kto gra? – Na stoliku stał Dominik z pustą butelką po coca-coli.
- Chodź, będzie fajnie! – Emilka pociągnęła mnie w stronę Dominika i Damiana. – Na co gramy? – W głosie dziewczyny wyczuć było podekscytowanie. Jednym haustem wypiłam całą zawartość swojej lampki i  sięgnęłam po kieliszek z wódką.
- Jak to na co? Na całowanie oczywiście! – Coś się we mnie przekręciło, ale zignorowałam to.   Emilia, Damian i Dominik wypili po kieliszku wódki. Od razu zrobiłam to i ja. – Na kogo korek wypadnie ten całuje się ze mną pierwszy. – Dominik chwycił butelkę i energicznie nią zakręcił. Modliłam się, żeby korek nie wskazał mnie. Wypiłam jeszcze jeden kieliszek.
- Alicja, całujesz Dominika. – Damian wpatrywał się we mnie swoimi jasnymi oczami. Wypiłam jeszcze trochę alkoholu. Serce waliło mi jak oszalałe, a ręce drżały.
- Jesteś twarda, dasz radę – szepnęłam sam do siebie. Przybliżyłam się do chłopaka i delikatnie cmoknęłam go w usta. Przez pokój przetoczyły się gwizdy i oklaski. – Po alkoholu wszystko jest łatwiejsze - pomyślałam. Zabawa trwała w najlepsze, ale po godzinie większości osób już się znudziło.
- To może teraz coś ostrzejszego? Siedem minut w niebie? – Usłyszałam nieznajomy głos. Stał za mną chłopak, mniej więcej w moim wieku. Wszyscy jednogłośnie się zgodzili.
- Za tymi drzwiami jest mała spiżarnia, tam będzie można się zamykać. – Emilia wskazała na małe drzwi po prawej.
- Alicja, pójdziesz pierwsza? – Dominik stał za mną i wpatrywał się we mnie swoimi ciemnymi oczami.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Po raz kolejny tego wieczoru, poczułam jakby były we mnie dwie osoby. Jedna już dawno zamknęłaby się w tej spiżarni, ale ta druga mówiła, żebym tego nie robiła. I co ja teraz pocznę? Nie chcę, by przykleili mi plakietkę puszczalskiej, ale z drugiej strony to tak kusi. Perspektywa nowych wyzwań, przygód. Ale jak ja mam się zachować, co robić? W głowie miałam chaos.
– Idziesz, czy nie? – W głosie Dominika nie było już tego ciepła co wcześniej, teraz dało się wyczuć zniecierpliwienie.
- Dobrze – powiedziałam słabym głosem. – A kto wejdzie ze mną?
- Ty idź, zaraz ci kogoś przyślemy. – Emilia popchnęła mnie w stronę drzwi. Otworzyłam je i weszłam do środka, pijąc jeszcze jeden kieliszek wódki. Delikatnie nacisnęłam klamkę, weszłam do środka i siadłam na małym taboreciku. W pomieszczeniu znajdowało się pełno dżemów, marmolad i kompotów. Wszystkie butelki i słoiki miały nalepki z obrazkiem owocu z jakiego są.  Po prawej stronie znajdowało się małe okrągłe okno. Niebo usiane było gwiazdami, a księżyc znajdował się w pełni. Jego delikatny blask rozświetlał pomieszczenie. Zza drzwi dochodziły mnie strzępki rozmów i szepty, ale i te z czasem ucichły. Siedziałam coraz dłużej w głuchej ciszy. Zaczęło mnie to niepokoić. Uchyliłam drzwi, ale w pokoju, jak i na korytarzu nikogo nie było. Zdenerwowałam się. Emilia zaprosiła mnie tutaj, żeby się ze mnie po raz kolejny ponabijać? Nie, to nie może być prawda. Pewnie to tylko głupi żart… Weszłam do pokoju, gdzie parę minut temu było mnóstwo osób, a teraz, ani jeden duszy, tylko na stoliku leżała kartka, której wcześniej nie było. Wzięłam ją do rąk. „ Naprawdę myślałaś, że ktoś do ciebie pójdzie?! Haha, głupia i naiwna, jak zawsze.” Odczytałam tekst parę razy, ale nic się nie stało w tym czasie. Wszyscy zniknęli, pozostawiając mnie samą.
***
Wielkie, jak groch łzy spływały po mojej twarzy. Biegłam ile sił w nogach. Chciałam znaleźć się już w domu, w swoim łóżku. Obudzić się i pomyśleć, że to tyło zły sen. Brakowało mi tchu, moje nogi odmawiały posłuszeństwa, ale uporczywie chciałam biec dalej.  Przez łzy widziałam, jak przez mgłę. Wbiegłam na pasy, nie rozglądając się, czy ktoś jedzie. Z otępienia wyrwał mnie klakson nadjeżdżającego samochodu. Odskoczyłam do tyłu, zanosząc się jeszcze większym szlochem.
-Życie ci nie miłe, gówniaro?! – Usłyszałam głos kierowcy.
- Przepraszam – powiedziałam przez łzy i przebiegłam na drugą stronę ulicy. Starałam się uspokoić, ale nie umiałam. Serce w mojej piersi tłukło się, jak oszalałe.



4 komentarze:

Anonimowy pisze...

zaajebisty . ♥
czekam na następnee ;D

Meyki pisze...

Hej! Fajny blog, podoba mi się jak piszesz :D Dodaję się do obserwatorów i zapraszam do siebie: http://rileyimeyki.blogspot.com/
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Masz talent, dziewczyno! Spore zadatki na pisarkę. :D

Anonimowy pisze...

No pisz pisz pisz bo mnie wciągnęło